Życie to nie bajka cz.44 ღ

Dodano 6 sierpnia 2013, w historia, przez blogerka-pl

Znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić.

-Witajcie ! – powiedział do mikrofonu dyrektor. – Pora zakończyć ten rok, pora zacząć wakacje: imprezy, wyjazdy, odpoczynek. Wiem, przedwczorajsza impreza bardzo wam się udała.
Miną kolejny nasz rok szkolny. Uczniowie odchodzą i przychodzą, a my- nauczyciele, zostajemy. Cieszy mnie to bardzo, widząc coraz liczniejsze i nowsze twarze. Choć to był dość dziwny rok. Już z samego początku była bijatyka – wymownie spojrzał w stronę Maćka, który został przyprowadzony pod okiem rodziców. – I śmierci. Bardzo współczuje rodzicom, rodzinom osób zmarłych z naszej społeczności szkolnej. Mówię tu o Karolinie Żukowicz oraz Mateuszu Mazura. Chodź długo ich już z nami nie ma, poświęćmy im dwie minuty ciszy.- Dokończył dyrektor i zapadła głęboka cisza. Każdemu byli oni bliscy i każdy za nimi tęsknił.
Wiktoria nerwowo ugniatała rąbek spódnicy. Właśnie minuta ciszy odbywała się dla jej siostry i byłego chłopaka.
Pół godziny później wszyscy rozeszli się do sal. Wychowawcy pożegnali się, rozdali świadectwa i wyszyli. W następnym roku, Maciek miał chodzić z nimi do klasy.
Gdy Rita wraz z Julką, Tomkiem i Łukaszem czekali na Kacpra, podeszła do nich Wiktoria.
-Przepraszam was, że byłam taka uciążliwa przez te trzy miesiące. Po prostu się załamałam.
-Spoko, Wiki. Zawsze możesz na nas liczyć – powiedział Tomek i ją przytulił. Łukasz również to zrobił, ale zamarł gdy zobaczył, że Kacper zmierza w ich stronę. Wiktoria odsunęła się od nich i już miała iść, gdy ktoś złapał ja za rękę.
-Poczekaj, musicie pogadać. Przecież na imprezie… – zaczęła Julka.
-Przedwczoraj był upity i nic nie pamięta, a ja nie mam ochoty ponownie się z nim kłócić– szarpnęła się dziewczyna i uciekła. W tej chwili doszedł Kacper., Słowem się nie odezwał, wsiadł na crossa i odjechał.
Wiktoria wracała sama do domu na piechotę. „Rodzice pewnie znowu się spóźnią ale to nic, przejdę się” – pomyślała. Nagle usłyszała warkot silnika.
-Wskakujesz ? – zapytał młodzieniec na crossie.
-A będziesz znowu się kłócił ? – zapytała podejrzliwie Wiktoria.
-Wikuś, ja kompletnie nie pamiętam co ci powiedziałem. Chcę pokazać ci pewne miejsce i z Tobą pogadać, a po drugie nie pozwolę ci iść na piechotę w tych butach.
-Jasne – mruknęła i wsiadła. Kacper wykręcił i pojechał nad rzekę. Przystanął w cieniu, nieopodal płaczącej wierzby. Tam rozłożył koc i usiadł.
-No chodź – powiedział, wyciągając rękę do dziewczyny.
-Yhm – mruknęła i podeszła. – Co chcesz powiedzieć.
-Wiktorio Żukiewicz, wiem że jest ci ciężko po tym roku, ale nadal cię pragnę.
-Dopiero minął rok? A sądziłam ,że więcej – zaśmiała się.
-Dziewczyno ! Kocham cię ! – krzyknął i rzucił kamykiem w wodę. Rozległ się cichy stukot. Chłopak podszedł do jeziora i zobaczył drewniana skrzynkę.
-Wiem, ja ciebie też i nie mogę się nadziwić, ile ty masz cierpliwości, żeby pozwolić mi się od ciebie oddalić – powiedziała spokojnie Wiktoria, ale widząc poczynania Kacpra przestała mówić. Chłopak właśnie zdejmował koszulkę oraz spodnie i skoczył do wody. Dwie minuty później wyłowił skrzynkę.
-Przepraszam. Po prostu ciekawiło mnie co tu jest – powiedział, przytulając się delikatnie do Wiktorii.
-Spoko – mruknęła i rzuciła mu koc, aby się wytarł, a sama sprawdziła wyłowiony skarb. Próbowała go otworzyć na różne sposoby, ale ani rusz.
-Co tam może być ? – zapytała ciekawa Wiktoria.
-Nie wiem – powiedział Kacper. – Między nami gra ?
-Gra – mruknęła i się przytuliła do niego.
-Wiktorio mam do ciebie pytanie …
-Tak?
-Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną ?
-Tak – zaśmiała się Wiktoria i rzuciła mu się na szyje. Chłopak zakręcił nią dookoła. Szczęśliwi, darli się na całe gardło.
-Już wiem – powiedziała dziewczyna, gdy skończyli się śmiać. Zdjęła jednego buta i postukała w zamek obcasem. Usłyszeli ciche kliknięcie. Uradowani i ciekawi otworzyli skrzynię. W środku, dużo było suchego papieru oraz kilka kamyków. Wiktoria na dnie zobaczyła zżółknięty pergamin. Wyciągnęła i przeczytała na głos.

„Anna, Aleksandra, Anna, Arianna, Klaudia, Natalia oraz Lida 
01.07.1979
Na zawsze razem. „

-Ciekawe… tak mają na imię nasze matki – odpowiedział Kacper.
-Co ciekawe, nie wszyscy tu się urodziliśmy – odpowiedziała Wiktoria.
-Zapytam później mamy, czy się znała z twoją i tak dalej – powiedział chłopak. – Ale teraz to nieważne. Chodź tu kochanie.
Pocałował ją w usta, później w ucho i szyję. Ona wygodnie leżała w czarnobiałej sukni, ciesząc się z tych pieszczot.
-Ej… a może my też coś takiego zrobimy ? – zapytała nagle.
-W jakim sensie ?
- No ,że wiesz… znajdziemy szczelną skrzynkę, wrzucimy drobiazgi bliskie naszego serca i zakopiemy.
-Dobry pomysł! Pogadamy o tym później, ale teraz trzeba jechać, bo zbiera się na deszcz- powiedział Kacper i wstał. Podszedł do motocyklu i zapakował koc, a Wiktoria zamknęła skrzynkę i wrzuciła ją do wody.
Odjechali w chwili, gdy zaczęło mżyć.

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz. 43 ☺

Dodano 5 sierpnia 2013, w historia, przez blogerka-pl

Dobra impreza to taka, na której nie masz czasu poprawić makijażu.

Trzy miesiące później.
-Hej kotek, gotowa na imprezę ? – zapytał Tomek wpadając do pokoju Julki.
-Tak, już- odpowiedziała dziewczyna, odwracając się od lusterka. Podeszła do chłopaka i pocałowała go w usta.
-Takie powitanie to ja rozumiem – odparł i objął ją ramieniem. Zeszli na dół. Z kuchni dobiegał odgłos skwierczenia oleju na patelni oraz gotowania się wody w czajniku.
-Kochanie! – zawołała mama do córki. – Chodź tu do mnie.
-Już – odpowiedziała, gdy Tomek całował jej szyję. Gdy odeszła krok do tyłu, zrobił urażoną minę. Dziewczyna spojrzała na niego twardo mówiąc: – Idź poszukaj mojego taty. Może trzeba coś mu pomóc.
-Jasne, kocie – odpowiedział, pocałował ją w usta i wyszedł. Tomek od lat znał rodziców swojej dziewczyny i zawsze chętnie im pomagał. Poszedł do garażu i tam zastał ojca Julki, pochylonego nad samochodem.
-Dzień dobry –powiedział.
-Ohh… witaj Tomku. Może mi pomożesz ? Jeśli chcesz oczywiście – odpowiedział starszy pan, który właśnie wychylił się spod samochodu, cały w smarze.
-Jasne, zawsze chętnie – odpowiedział.
W tym samym czasie Julka weszła do kuchni.
-Coś pomóc mamuś ? – zapytała dopijając sok, który zostawiła rano.
-Jasne, z obiadem. Tomek zje z nami ?
-Yhm czemu nie.
-Córciu… porozmawiałam z tatą i oboje stwierdziliśmy, że powinnaś iść na tą imprezę na zakończenie roku. Oceny masz świetne, Tomek również, wiec …
-Więc… ? – zapytała z niedowierzaniem dziewczyna.
-Więc możesz iść na tą imprezę do Bielików – odpowiedziała matka, przygotowując się na piski córki. Nie czekała długo.
-Taaak ! – odpowiedziała córka i zaczęła cieszyć się jak dziecko. Tomek, który przyszedł po napój dla taty dziewczyny oraz siebie, ze zdziwieniem patrzył na Julkę.
-Zgodziłam się, aby szła do Bielików – odpowiedziała matka i z powrotem zajęła się obiadem. Ucieszony nastolatek przytulił swoją dziewczynę, wziął soki i wrócił do pracy.
Popołudnie spędzili razem, jedząc obiad i opowiadając śmieszne historię z życia dzieciaków.
-Dziękuję pani. Obiad był pyszny – odpowiedział najedzony Tomek.
-Tomaszu, dziękuję, ale mów mi pani Klaudia, albo po prostu Klaudia.
-Dobrze, pani Klaudio – odpowiedział chłopak wstając. – Panie Dawidzie, miło się pracowało.
-Już jedziesz ? – zapytał ojciec dziewczyny.
-Niestety, muszę przygotować się nie wieczór.
-Rozumiem – odpowiada matka Julki, wstając i zbierając naczynia.
-Jeszcze raz dziękuję, do widzenia –powiada Tomek podając dłoń Dawidowi.
-Do widzenia. Wiedz, że zawsze jesteś mile widziany u nas- odpowiada ojciec. – Zresztą, jak zawsze.
-Odprowadzę cię – powiedziała Julka, biorąc naczynia od matki i odnosząc je do kuchni.
Kilka minut później, szli obok siebie. Tomek prowadził swój jednoślad.
-Miło było – odpowiedziała Julka. – Tylko jakoś dziwnie się zachowywali. Nie tak zwyczajnie, jak zawsze.
-Widzą ,że im dorastasz i że my to na poważnie.
-Nom, panie Tomaszu – zaśmiała się dziewczyna.
-A tak… i nie zapominajmy ostatniego roku…
-Nom, to już trzy miesiące od straty…
-Nie mów, dziś ma być świetny wieczór- przerywa mu Julka.
-Fakt. Wiesz co u Wiktorii ? Odcięła się po TYM dniu – odpowiedział, przystając w cieniu drzew. Był parny dzień. Tomek miał na sobie czarne spodnie i białą koszulkę.
-Niestety, nie odzywa się na lekcjach. Niby jest obecna, ale jej nie ma – odpowiedziała z westchnieniem.
-Nom, zauważyłem. Nawet się do nas nie zbliża, unika Kacpra… chłopak się załamał.
-Niestety. Miło że wpadłeś – powiedziała Julka.
-No… to nie twoja wina, że mniej się widujemy. Wiktoria was potrzebuję, a Kacper nas. Ciągle zastanawia się co robić – odpowiada Tomek.
-Pogadam z nią. W sensie wiesz… żeby szła na imprezę. Musi się trochę wyrwać.
-Spoko. Ja pogadam z Kacprem, a teraz lecę, piękna – powiedział chłopak, pocałował dziewczynę w usta i założył kask. Ona tylko się uśmiechnęła i pomachała mu odchodząc.
Gdy wróciła, od razu zadzwoniła do Rity.
-Hej – odezwał się zasapany głos.
-Hej, biegałaś ? –zapytała przejęta koleżanka.
-Nie, to znaczy w pewnym sensie. Amelka z Marcinem przyjechali i zajmuję się nimi od paru godzin. O co chodzi ?
-Trzeba pogadać z Wiką o dzisiejszej imprezie – odpowiedziała Julka.
-Yhm, jasne. A ty idziesz ?
-Tak, zgodzili się. A u ciebie?
-Bez dwóch zdań – powiedziała. – To jak? Idziemy obie, czy ty sama?
-A wyrwiesz się ?
-Jasne. Zamknę pokój i lecę – zaśmiała się Rita. – Za pięć minut będę u ciebie.
-Spoko – odpowiedziała Julka i się rozłączyła.

Pół godziny później Rita i Julka były u Wiktorii.
-Czego chcecie ? – zapytała zimnym tonem przyjaciółka.
-Pogadać – powiedziała cicho Julka, stojąc wraz z Ritą na progu drzwi.
Na podłodze walały się stare ubrania. Powietrze było nieświeże, a Wiktoria siedziała w piżamie na łóżku.
-I cię odświeżyć kobieto – powiedziała Rita przechodząc przez pokój i otwierając okna na oścież.
-Aha… – mruknęła Wiktoria i znowu zakopała się w kołdrę.
-Wikuś, wstawaj! Już po południu. Za kilka godzin masz wyglądać rewelacyjnie, wraz ze swoim nowym chłopakiem!
-Nie mam chłopaka – odezwał się tłumiony głos spod materiału.- Właśnie umarł.
-Nie ! – odpowiedziała Julka, wkraczając do akcji. – Posłuchaj: rozumiemy cię, ale czas na zmiany. Idziesz się teraz ubrać, a później zrobimy cię na bóstwo. Nawet utniemy trochę włosów.
-Jasne – odpowiedziała Wiktoria, wychylając się lekko z pod kołdry.
-Jasne – powiedziała Rita i szarpnęła materiał. Julka chwyciła koleżankę za ramiona, wręczyła jej ręcznik i wepchnęła do łazienki. Gdy Wiktoria się myła, przyjaciółki posprzątały jej pokój.
Dwie godziny później, w odświeżonym pokoju, stały trzy ładne panny.
Wiktoria miała przycięte końcówki i ułożone włosy. W uszach wisiały długie kolczyki z kolorowymi kamyczkami. Miała na sobie luźną, morską bluzkę i dopasowane czarne jeansy. Stała przed lustrem, w czarnych butach na obcasie. Paseczki oplatały jej kostki.
Julka była w żółtej sukience. Włosy spięte w koka, a w uszach miała złote, długie kolczyki. Miała takie same buty, jak Wiktoria, tylko że kremowe.
Rita miała na sobie krwisto czerwoną bluzkę oraz czarne spodnie. Włosy upięte w koczka, z którego kilka kosmyków zdążyło wyjść.
We trójkę ruszyły w stronę parku, gdzie miała odbyć się impreza na zakończenie roku.
Ledwo weszły do magazynu gdzie odbywała się dyskoteka, światła skierowały się w ich stronę. Z głośników płynęła rytmiczna muzyka.

I’ll bet you never seen me wanna groove like this
Wanna move like this, dancing till the sun comes up



Dziewczyny szybo odszukały chłopaków i zaczęła się upojna noc. 

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz.42

Dodano 5 sierpnia 2013, w historia, przez blogerka-pl

„Deszcz nadchodzi, deszcz Już czuję go na końcach moich rzęs”

Trochę krótkie, ale nie miałam weny ;/
W tym tygodniu, jeśli wszystko pójdzie dobrze, zakończenie historii :)

Trzeci marca.
Wiktoria leży w łóżku do później godziny, rozmyślając o dzisiejszym dniu. Najpierw pogrzeb o dziesiątej, później stypa. To będzie straszne… musieć siedzieć z rodzicami Mateusza. Bała się ,że ciągle obwiniają ją o śmierć ich syna.
W końcu wstała i poszła coś zjeść. Rodzice wyjechali wczesnym rankiem, aby dopiąć na ostatni guzik szczegóły, w związku z pogrzebem i przyjęciem. Dziewczyna usiadła na stołku i zaczęła jeść pałatki z mlekiem.
Ktoś zapukał do drzwi.
Wiktoria wstała ociągając się i otworzyła. Zobaczyła zatroskaną minę Julki.
-Hej – powiedziała koleżanka.
-Hej – mruknęła dziewczyna. –Co ?Już trzeba jechać ?
-Nie, wyluzuj. Wiem, że to trudne, zwłaszcza…
-Nie zaczynaj znowu, proszę.
-No okej… przyszłam cię uczesać..
-Jak miło… Poczekaj, zjem śniadanie.
Pół godziny później obie ubrane w czarne sukienki i buty na wysokich obcasach, wsiadły do samochodu.

Pogrzeb mijał spokojnie. Najpierw ceremonia w kościele, później droga na cmentarz i tam ostanie modlitwy. Wiktoria stała obok swoich rodziców i rodziców jej ukochanego.
Następne godziny były męczarnią. Wiktoria musiała stać i ciągle się uśmiechać oraz odpowiadać nieznajomym ludziom. Następnie pojechali do domu Mateusza, na mały obiad.
Gdy po drugim daniu każdy rozmawiał z każdym, a Wiktoria siedziała sama grzebiąc widelcem w sałatce, zagadnęła ją Anna.
-Wiktorio, wiem że kochałaś Mateusza.
-Tak, proszę pani – odpowiedziała automatycznie dziewczyna, podnosząc głowę.
-Chciałabym ci coś dać po nim – odpowiedziała i położyła zgiętą na pół kartkę oraz książeczkę i kluczyki. – To jest karta właściciela Azora, a tu rejestracja i kluczyki do motocyklu
-Ale…
-Powiedz również przyjaciołom, aby przyszli do mnie do domu przed naszym wyjazdem.
-Rozumiem… a mogę wiedzieć, gdzie państwo wyjeżdżają ?
-Jak najdalej stąd – westchnęła mama Mateusza. – Za dużo wspomnień… Wracamy do moich rodziców. Musimy się jakoś pozbierać.
-Rozumiem… a co ja mam zrobić z Azorem i crossem Mateusza ?
-Co chcesz. To teraz twoja własność – odrzekła Anna i wstała.
Następnego dnia Wiktoria wraz z Kacprem pojechała odebrać psa i motocykl. Sam chłopak dostał w spadku kilka rzeczy po koledze.
Dziewczyna postanowiła sprzedać crossa, bo jej rodzice nigdy nie zgodziliby się, aby miała prawo jazdy, ale zatrzymała sobie psa. Z jednośladem miał się uporać Kacper.
Po wypadku zostało kilka rys i obłamanych części. Trzeba było go umyć i wystawić na sprzedaż.

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz.41

Dodano 2 sierpnia 2013, w historia, przez blogerka-pl

”Odejście…a tak boli… ”

Następnego dnia paczka przyjaciół nie poszła do szkoły. Mieli sprawę w sądzie, aby porozmawiać o tym, co wiedzieli o prawdopodobnym morderstwie ich kolegi.
Wiktoria, ubrana w długie, czarne spodnie oraz biała bluzkę, weszła na salę z Kacprem. Chłopak był również ubrany w czarne jeansy i miał brązową koszulę. Usiedli obok Julki i Rity ,które od razu przytuliły koleżankę, ale srogo spojrzały na Kacpra. Tomek z Łukaszem dotarli później.
-Wiec… Wiktorio, co wiesz o wypadkach Mateusza? – zapytała grubsza pani, ubrana w za mały żakiet.
-Miał trzy razy wypadek. Pierwszy był, gdy pobił się z naszym byłym kolegą Maćkiem. Drugi, ktoś zrobił z jego motocyklem a trzeci teraz.
-Dobrze – powiedziała pani notując coś w swoim notesie. – Czy jesteście w stanie to potwierdzić ? – zapytała reszty.
-Tak, tak właśnie było – odpowiedział Łukasz, a inni pokiwali głowami.
-No dobrze… Czy widziałeś kogoś, coś dziwnego przy tych wypadkach ? – zapytała pani, spoglądając na Łukasza.
-Hm… pierwszego wypadku nie widziałem, a to było wieczorem. Pojechałem po zakupy na bal. I zauważyłem ich motocykle. Gdy podjechałem bliżej zobaczyłem ,że pewna grupa stała nieopodal, a jeden coś robił przy crossie Mateusza. Kiedy zobaczył, jak podjeżdżam udał, że tylko oglądał i uciekł z resztą.
-No dobrze. A ty ? – zapytała patrząc na Ritę.
-Hmm… nie przypominam sobie. Pierwszy to był chyba przypadek, bo pobił się z kolegą, ale pewnego dnia gdy przyszłam u Maćka zauważyłam znak tego gangu, co kręci się po mieście. Później, gdy zobaczył mnie, szybko zamknął laptopa oraz zabrał ten znak – powiedziała i nakreśliła w powietrzu kółko z krzyżykiem w środku.
-Coś zauważyłaś gdy zamykał komputer ? – zapytała pani, ciągle notując w swoim notesie.
-Rozmawiał z kimś na stronie, chyba tego gangu. Nie wiem- nie zdążyłam się przyjrzeć.
-No dobrze- odpowiedziała i skończyła pisać. Później spojrzała na nich po kolei. – Tomku ?
-Hm… nie przypominam sobie… – rzekł chłopak
-A ten samochód ? – zapytała Julka wtrącając się. – No pamiętasz… byliśmy na spacerze, gdy ten samochód stał jakby chciał wjechać do kawiarenki.
-Faktycznie – mruknął. – Było to volvo 760 z 1984 roku.
-Dziwne…nie produkują już takich starych. Pamiętasz rejestrację ?
-Nie, był bez rejestracji.
-Samochód bez rejestracji stoi na środku placu i nikt się nie interesuje ?
-On stal w cieniu. Mało kto go mógł zauważyć – odpowiedziała Julka.
-Samochód stoi pod cieniem, bez rejestracji i nagle uderza w chłopaka ?- zamyśliła się pani.
-Jeszcze słyszałam głos- odezwała się Wiktoria, a każdy spojrzał na nią jak na wariatkę.
-Słuchamy – powiedziała pani, znowu zaczynając notkę.
-No… byłam w szpitalu i podobno ktoś był u Mateusza. Słyszeliśmy głos mówiący ,że Mateusza ma oddać kasę, albo zginie.
-Groźba ? – zamyśliła się ponownie. –Kiedy to było ?
-W dniu, kiedy Mateusz umarł, albo dzień przed… nie pamiętam – mruknęła Wiktoria.
-No dobrze, dziękuję wam – powiedziała wstając i uścisnęła każdemu dłoń. – Porozmawiam jeszcze z pielęgniarkami, które wtedy miały dyżur. Do widzenia.
Powiedziała i wyszła, zatrzaskując mocno za sobą drzwi. Przyjaciele uściskali siebie i ruszyli w stronę domu Wiktorii.
-Tak nam przykro, wiem … o Tobie i Kacprze – powiedziała Rita, gdy obie były same w kuchni. Reszta siedziała w salonie razem z rodzicami. – Pewnie cierpisz…
-Dzięki, Rita – odrzekła Wiktoria. – Ale to nic nie zmieni. On… on nie żyję, a ja jestem z Kacprem.
-Nie rozumiem… jak Kacper mógł się do ciebie dobierać wiedząc, że masz Mateusza ?
-Ehh… – westchnęła Wiktoria i w tym momencie wszedł Kacper. Przytulił swoją dziewczynę i spojrzał z nadzieją w stronę Rity. Ta tylko odwróciła głowę i poszła zanieść kawę do salonu.
-Co jej jest ? – zapytał Kacper, gdy wyszła.
-Nic, po prostu każdy uważa ,że rozkochałeś mnie w sobie specjalnie – mruknęła Wiktoria i wzięła drugą tacę. – Weź ciastko.
-Okej- odpowiedział chłopak i wziął trzecią tacę.
Wszyscy siedzieli razem do wieczora. Zostało 5 dni do pogrzebu Mateusza.
Późnym wieczorem Wiktoria siedziała na parapecie w swoim oknie i spoglądała na las i jezioro, myśląc, co by było, gdyby była ciągle z Mateuszem. Czy to jej wina że on nie żyje ? A może siostra ciągle by z nimi była ?

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz.40 :)

Dodano 31 lipca 2013, w historia, przez blogerka-pl

„Imię to tylko zbiór liter tworzących wyraz o nieznanym nam znaczeniu” 

Wiktoria obwinia się o wypadek Mateusza, nadal nie wiadomo co się z nim dzieje, odwiedzają go dziwni ludzie i słychać  różne szepty. Minęło dwa dni od wypadku Mateusza i wciąż nie wiadomo czy przeżyje. Wiktoria ciągle o nim myśli. Nauczyciele nie wiedzą o jej związku z Kacprem, więc sądzą, że wiernie trwa przy Mateuszu.
-Wika to nie twoja wina - mówi Rita na przerwie obiadowej.
-Jasne … mruknęłam … gdybym się dzień wcześniej nie spóźniła…
-Nie, to nie twoja wina, po prostu ktoś od pewnego czasu miał taki plan.
-I akurat teraz ? - zapytała ze smutkiem i odeszła do łazienki.
Nikt nie umiał dotrzeć do tej dziewczyny, próbował psycholog, rodzice a nawet Kacper, ale ona ciągle się o to obwiniała.
Ledwo zadzwonił dzwonek po ostatniej lekcji, a Wiktoria wybiegła ze szkoły, wsiadła na motocykl Mateusza ,którym przyjechała i ruszyła prosto do szpitala. Pielęgniarki spoglądały na nią niepewnie, gdy ta ruszyła prosto w stronę drzwi chłopaka. Gdy tylko je otworzyła – zamarła. Jego tam nie było.
- Spokojnie - powiedziała pani doktor imieniem Wiola.
- Jak to spokojnie ?! Gdzie on jest ?! - zaczęła krzyczeć i wyszarpywać się z uścisku pielęgniarki.
- Na bloku operacyjnym, ale spokojnie, odkryto tętniaka i właśnie go wycinają. Operacja przebiega doskonale - odpowiedziała Wiola.
- Aha, to… to ja tu zaczekam - wyjąkała ze wstydem.
- Dobrze, proszę poczekać - powiedziała jedna z pielęgniarek. – A może napije się pani kawy, herbaty, soku, wody ?
- Poproszę kawę, zwykłą z mlekiem, dwie łyżki - wyszeptała cicho i każdy ją zostawił.
Pielęgniarka przyniosła jej kawę, potrzymała Wikę za ramię i uspokoiła ją. Pół godziny później przywieźli Matusza z bloku, wyglądał koszmarnie. W miejscu żeber było zapadnięte ciało. Spał i głęboko oddychał.
Wiktoria podeszła do jego łóżka i dotknęła jego ręki. Była ciepła i lekko wilgotna, nagle poczuła lekki uścisk. Spojrzała na twarz chłopaka – Mateusz się obudził.
- Hej - powiedział - co się stało ?
- Hej, miałeś wypadek, znowu - mruknęła siadając obok niego.
- Wybacz, że wtedy się zdenerwowałem na was, ładnie wyglądacie razem.
- Dzięki, nie ma sprawy, a ty wybacz że.. że cię zdradziłam.
- Jasne, ja ciebie też… z Karoliną.
- Wiem.
- Skąd ?
- Kacper.
- Och..
- Nie martw się, będzie dobrze - powiedziała.
- Panno Wiktorio czy możemy porozmawiać ? - zapytał doktor wchodząc do sali.
- Jasne - odezwała się i pocałowała Mateusza w policzek.
- Nie zasługuje na twoje pocałunki - mruknął .
Dziewczyna tylko się zaśmiała i wyszła za doktorem.
- Ehem wiec tak - zaczął doktor.
- Słucham ? - powiedziała Wiktoria
- Chodzi o to, że operacja się udała, ale pewien odłamek uszkodził płuco.
- Co… i co ? Co z nim będzie ?
- Spokojnie, dopóki nikt nie zdenerwuje go, będzie żył – odpowiedział doktor, i gdy odchodził powiedział - niech panienka będzie dobrej myśli.
- Jasne - mruknęła dziewczyna i weszła powrotem do sali.
Posiedziała jeszcze trochę z Mateuszem i później pojechała do domu. Dzwonił Kacper i to kilka razy, ale ona go zignorowała. Późnym wieczorem znowu zadzwonił telefon. Odebrał Michał.
Tego wieczoru wszyscy siedzieli razem w salonie. Wiktoria, która leżała w kocu na dwuosobowej kanapie, podniosła zaciekawiona głowę.
- Wiktorio to do ciebie - odezwał się ojciec patrząc na nią ze smutkiem - ze szpitala.
Dziewczyna podeszła do słuchawki.
- Dobry wieczór - odezwał się znajomy głos. Pan doktor.
- Dobry wieczór, co z nim ? - zapytała od razu.
- Ktoś odwiedził Mateusza, dwóch panów, nie mogliśmy się do nich dostać, ale usłyszeliśmy strzępki rozmowy: „twój czas się zakończył” oraz „oddawaj pieniądze albo umieraj”Pacjent zdenerwował się za bardzo i … nastąpił zgon. - dokończył niepewnie.   - Co ??!! - wyjąkąła i po chwili zaczęła płakać
Aleksandra objęła mocno córkę, tata rozmawiał z lekarzem, po chwili odłożył słuchawkę i również ją przytulił. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Ojciec poszedł otworzyć.
- Dobry wieczór, czy jest Wiktoria ? - zapytał Kacper zasapany. I nagle ją zobaczył. Cała zapłakana, łzy jedna po drugiej płynęły po jej policzkach, rozmazując makijaż. Podszedł do niej i przytulił ją. Zrozumiał od razu co się stało.

Życie to nie bajka cz.39

Dodano 30 lipca 2013, w historia, przez blogerka-pl

„Jedno przepraszam nie załatwi sprawy, ale chociaż częściowo załata ranę”

Następnego dnia Wiktoria obudziła się z płaczem. Śniło jej się, że musiała wybierać pomiędzy Kacprem, a Mateuszem. Tego, którego nie wybierze – umiera.
Sobota
Piękna, angielska pogoda minęła, tu najwyraźniej ciągle padał deszcz, gdyż było zimno.
Ubrała się i poszła na dół. Rodzice zostawili karteczkę na lodówce.
„Hej kochanie
Razem z ojcem musieliśmy wyjść dziś wcześniej, rozumiesz musimy nadrobić. W końcu miał być tydzień, a przez ten pożar było dwa. Babcia dała dużo jedzenia, wszystko znajdziesz w szafce. Będziemy około 19, jak coś to dzwoń
buziaczki, mama”
Wiktoria sięgnęła do szafki i wyjęła chleb do tostów oraz ketchup i kawę. Zaparzyła wodę i zrobiła śniadanie, które zamiast jeść przy stolę, jadła w dużym pokoju. Włączyła telewizor i zatopiła się w programie muzycznym. Nawet nie usłyszała dzwonka i kroków.
- Hej, nieźle pilnujesz domu -odezwał się głos. Przestraszona Wiktoria z krzykiem na ustach odwróciła się.
- A to ty – mruknęła, gdy zobaczyła stojącego nieopodal Kacpra opierającego się o ścianę. Był ubrany w czarną skórzaną kurtkę, biała bluzkę oraz czarne spodnie. W ręce trzymał kask.
- Jakże miłe przywitanie od mojego kotka – roześmiał się. – Jak rozmowa z Mateuszem? Sądzę, że trochę źle, skoro nie odebrałaś wczoraj telefonu, dzwoniłem chyba z dziesięć razy.
- Przepraszam, nie, nawet nie wypaliło. Spóźniłam się, umówił się dość daleko.
- Aa no to ja dziś zabieram cię na miasto.
- Miło – mruknęła i ponownie zatopiła się w kocu.
- Wstawaj leniu już 13 ! Nie będziesz zamulać całego dnia. Ubieraj się i jedziemy. – Zabrał jej koc i rzucił na fotel. Zdziwiona dziewczyna wstała, pocałowała Kacpra w usta i poszła do siebie do pokoju. Ubrała się w białą bluzkę, czarne jeansy oraz ciemnoniebieską kurtkę, wzięła swój kask i zeszła na dół.
Kacper czekał na nią przy drzwiach. Wiktoria wzięła klucze, wyszła i zamknęła dom, po czym wsiadła z chłopakiem na motocykl i ruszyli w stronę miasta.
Szczęśliwa odprężyła się po paru minutach. Przytuliła się do kolegi i mknęli poprzez strugi deszczu.
W końcu Kacper zatrzymał się przy ich ulubionej kawiarni „Rytm silnika to tętno mojego życia”
Chłopak jak dżentelmen otworzył drzwi przed Wiktorią, wziął jej kask i wybrał stolik.
- Witam – odezwała się niska blondyna ubrana w czarne jeansy i biała koszulkę, na to miała założony wściekle czerwony fartuch ?- Co podać ?
- Dwie kawy z mlekiem i dwa kawałki ciastka cappuccino. – powiedział Kacper.
- To wszystko ?- pyta kelnerka patrząc na chłopaka jak w obrazek.
- Tak, dziękujemy – powiedział, przelotnie spoglądając na nią. Ona ze smutkiem odeszła.
- Była wpatrzona w ciebie jak obrazek – mruknęła Wiktoria.
- Zazdrosna ? – zapytał ze śmiechem.
- Nie, po prostu ci mówię – odezwała się.
- Aha, słuchaj nie ma tu nikogo piękniejszego od ciebie – zapewnił całując ją w policzek.
- Słodko- mruknęła odsuwając się. Kelnerka drżącymi rękami przyniosła tacę. Rozstawiając kawę Wiktoria zauważyła karteczkę przyczepioną do filiżanki Kacpra. Kelnerka specjalnie dotknęła dłoni chłopaka, niby przypadkiem ale chciała aby na nią spojrzał. Lecz ten nie oderwał wzroku od Wiktorii.
- Masz numer – powiedziała Wiktoria gdy kelnerka odeszła.
- Słucham ? – powiedział Kacper zdezorientowany.
- Numer, jest pod filiżanką.
- Spokojnie, dyskretnie oddałem. Kochanie nie martw się. – powiedział całując ją w usta. Dziewczyna nie opierała się, gdy nagle znajoma kurtka mignęła jej. Szybko zerknęła w tam tą stronę i zobaczyła Mateusza.
Wszedł do kawiarni i podszedł do nich.
- Mieliśmy spotkać się wczoraj – odezwał się.
- Wiem, ale nie zdążyłam, równo 19.30- odezwała się Wiktoria.
- Jasne, widzę wolisz się bawić z kimś innym -odezwał się sarkastycznie. I wyszedł, dziewczyna zerwała się za nim. Wybiegła z budynku prosto na chodnik, nagle rozległ się pisk opon i krzyk.
Wiktoria zauważyła jak samochód specjalnie jechał prosto na budynek, nie wiadomo czy przypadkiem czy specjalnie Mateusz znalazł się w tym miejscu, gdzie uderzył pojazd. Chłopak miał pełno krwi na ubraniach, połamane żebra. Kierowca samochodu odjechał czym prędzej ale dziewczyna zdążyła zapamiętać markę i rejestracje.
- Kacper dzwoń na pogotowie – krzyknęła Wiktoria przez ramię widząc ,że kolega wychodzi za nią.
- Już -odpowiedział i wykręcił numer. Szybko wyjaśnił gdzie są oraz co się stało. Po chwili było już słychać syrenę. Karetka zabrała Mateusza i Wiktorię do szpitala. Kacper samotnie wrócił, zapłacił za zamówienie i wyszedł.
Niedziela
Wiktoria siedzi przy łóżku Mateusza całą noc, spragniona i głodna. Rodzice chłopaka wiedzieli o romansie dziewczyny ale nic nie mówili. A ona tylko jedno :
-To moja wina…

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz. 38 ☠

Dodano 30 lipca 2013, w historia, przez blogerka-pl

„Szczęście to coś, co każdy z nas musi wypracować dla samego siebie” 

Następnego dnia Wiktoria wraz z rodziną mają umeblować. Wszyscy byli gotowi do podróży z samego rana. Dziewczyna miała na sobie krótkie jeansowe spodenki oraz długą szarą bluzkę. Siedziała w aucie przytulona do Kacpra. Chłopak był ubrany w długie czarne spodnie oraz ciemnozieloną koszulkę. Jechali do nowego domu z rodzicami Wiktorii. Rodzice i dziadkowie Kacpra byli w drugim aucie. Laura, Albert oraz dziadkowie Wiktorii udali się na miejsce trzecim samochodem.
Wreszcie dojechali na miejsce. Wiktoria podziwiała duży przestronny dom. Budynek był żółty i miał czerwony dach. Dom był połączony z garażem. Obok domu znajdował się ogród z ławką i stołem. Po drugiej stronie dostrzegła oborę z miejscem dla krów, koni świń i kóz. Nieopodal miały swój dom psy.
- Podoba Ci się? -zapytał Kacper szepcząc Wiktorii do ucha.
- Jest piękny. –odpowiedziała odsuwając się od niego, aby mieć lepszy widok. Wysiedli z samochodów, a dwa psy radośnie podbiegły do nowych właścicieli.
Piotr objął Martynę, tak samo jak Gideon Gwenny. W czwórkę stanęli przed dwu częściowymi drzwiami, i razem je otworzyli.
Weszli do dużego przestronnego holu, gdzie po prawej stały już dwie kanapy, i stolik, a po lewej wielka szafa i kilka półek. Na wprost był korytarz, pierwsze drzwi po lewej były do łazienki a drugie do pralni. Za pierwszymi drzwiami po prawej była kuchnia oraz przejście do jadalni i salonu, na wprost był zarys drewnianych schodów. Wiktoria od razu poszła na górę. Było inaczej niż chciała, ale też nieźle. Po prawej stronie była łazienka, garderoba i 5 pokoi gościnnych. A po lewej sypialnia dziadków Kacpra oraz Wiktorii, a na samym końcu salon, z biblioteczką.
Całość poukładanie zajęło im cały dzień, zmęczona dziewczyna umyła się i padła na łóżko w jednym z pokoi gościnnych. Miała je dzielić z Kacprem, obok ich pokoju był pokój jego rodzice a obok nich moi. Laura i Albert wrócili do siebie.
Pokój był mały, przestronny, pomalowany na ciemny brąz, na środku leżał duży kremowy dywan. Po prawej od drzwi było biurko a po lewej szafa. Stały tu dwa łóżka jednoosobowe.
Ledwo Wiktoria dotknęła poduszki, usnęła. Nie pamięta kiedy Kacper przyszedł do pokoju.
Wiktoria obudziła się równo z Kacprem. Odczekała pięć minut podniosła głowę. On właśnie założył spodnie. Uśmiechnęła się i wstała, po cichu.
-O, już nie śpisz – powiedział ziewając i rozciągając się. Jego muskularne ciało prezentowało się świetnie na tle porannego światła. Widząc ,że Wiktoria spogląda na jego ciało, rzucił w nią koszulką. Ona odwróciła się, zdjęła top i założyła bluzkę, co wywołało napad śmiechu Kacpra.
-Od dawaj, to moja bluzka – powiedział trzymając się za muskularny brzuch.
-No i? – zaśmiała się – pojadę tak, i każdy będzie mi zazdrościć.
-Jak chcesz, tylko nie mam się w co brać – powiedział podchodząc do niej i całując ją w usta.
-Jasne- powiedziała i wstała do szafy w której leżała jego spakowana torba, Wyjęła żółtą bluzkę z logiem Linkin Park. – Masz.
Rzuciła, po czym wyszła z pokoju.
-Dzięki – zaśmiał się i założył ją, rozczochrując włosy.
Pół godziny później wszyscy jedli śniadanie, w nowej kuchni, z nowego zestawu. Wiktoria siedziała w koszulce Kacpra co nie umknęło uwagi Aleksandry.
-Ładna bluzka Wiktorio, trochę za długa, nie pamiętam żebym ci ja kupowała.
-Dzięki, mamo, to Kacpra – zaśmiała się Wiktoria, po czym wstała. – Dziękuję.
Poszła umyć po sobie talerz oraz szklankę po czym uciekła na górę. Posprzątała w pokoju w którym spała i sprawdziła wszystko czy spakowała. Telefon zabrzęczał jej w kieszeni.
-Hej kotek – powiedział Mateusz gdy odebrała.
-Hej – Mruknęła.
-Kiedy wracasz?
-Dziś, nie wiem dokładnie o której będziemy. Ale napisze ci sms-a.
-Spoko, przepraszam cię że mnie…
-Jasne, spoko kumam – odpowiedziała przerywając mu w pół słowa.
-Kotku…
-Nie, nie nazywaj mnie tak.
-Okej, Wiktorio, sądzę ,że powinniśmy pogadać. O Kacprze i o twojej siostrze.
-Mhm, spotkajmy się dziś.
-Jasne, o 19 ?
-Tak, sorki muszę kończyć- powiedziała, gdy usłyszała lekki stukot do drzwi.
-Okej, pa – odparł smutno.
-Pa – powiedziała – proszę.
-Hej córciu – powiedziała mama wchodząc do pokoju- słuchaj, czemu ty nosisz….
-Bo chcę, wiem że jestem z Mateuszem, ale wolę Kacpra, mamo to silniejsze ode mnie już..
-Rozumiem, ale zrób to delikatnie, podobno ktoś czyha na śmierć Mateusza, szkoda żeby ten biedak był sam.
-Jasne, pewnie już kogoś ma- odparła dziewczyna sarkastycznie.
-Przygotuj się, wyjeżdżamy za pięć minut. Znieść coś ci ?- zapytała wychodząc
-Nie, poproszę Kacpra
-Ładnie razem wyglądacie – powiedziała przy drzwiach.
-Dzięki. – odpowiedziała Wiktoria sprawdzając jeszcze raz wszystko. Nagle wszedł Kacper.
-Gotowi?
-Tak – mruknęła Wiktoria odwracając się od niego.
-Wikuś… coś się stało?
- Zdradzam chłopaka – odparła ze sztucznym śmiechem.
-Kochanie – odparł bez krztu śmiechu – o co chodzi?
-Nic, Mateusz dzwonił – powiedziała, a łzy płynęły jej po policzkach. – I chce pogadać. Mama uważa ,że powinnam go wspierać, gdyż ktoś na niego poluje.
-Nie martw się – odpowiedział obejmując ją od tyłu – Przebrniesz przesz to, a Mateusza będziemy chronić i już.
-Dzięki, wiem ,że to dla ciebie trudne.
-No trochę, ciągle mam wrażenie, że mi przywali za to, że Ciebie odbiłem.
-Słodkie – odparła odwracając się do niego. On wykorzystał chwilę i pocałował ją w czoło, policzki gdzie był posmak gorzkich łez.
-Chodźmy już – powiedziała, złożyła mu miękki pocałunek na ustach i wywinęła się z jego objęć.
-Okej, co mam wziąć? – zapytał ze smutkiem w głosie, co wywołało śmiech u Wiktorii.
-Te dwie torby, ja wezmę laptopa i podróżne.
-Już się robi, szefowo – odpowiedział Kacper i wyszedł z pokoju z dwoma dużymi torbami jak by nic nie ważyły.
W pociągu Aleksandra, Michał, Marcin i Ania mieli oddzielny przedział a Kacper z Wiktorią oddzielny.
Dotarli do domów o osiemnastej. Wiktoria szybko odświeżyła się i już jej nie było. Umówiła się z Mateuszem przy fontannie.
Właśnie zegar na rynku wybija w pół do ósmą, gdy dziewczyna dobiega do fontanny. Przerażona nie widzi Mateusza. Rozgląda się wszędzie.
Nagle widzi jakiegoś chłopaka ze spuszczoną głową, w czarnych jeansach i białej koszulce. Odwraca się w stronę kosza i wyrzuca ładną różę. Widzi jego twarz, twarz jej chłopaka.

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz. 37 ✡

Dodano 29 lipca 2013, w historia, przez blogerka-pl

„Nieszczęścia mają swoją dobrą stronę, Ponieważ zawsze po nich przychodzi nagroda – szczęście”

Następnego dnia Wiktoria obudziła się wcześnie i spojrzała na projekt przyszłego domu. Nim Kacper przyszedł, aby towarzyszyć jej w całym dniu, zabrała się do rysowania.
Teraz w nowym domu jej i Kacpra dziadków miał być przestronny hall na szafę i półki. Po lewej miała być łazienka, a po prawej kuchnia i przestronna jadalnia. W głębi domu miały znajdować się duże schody oraz pokój, tak zwany dzienny. Na górze, po prawej stronie, ma być 5 pokoi gościnnych, natomiast po lewej sypialnia dziadków Kacpra i Wiktorii oraz łazienka.
Wszystko zaprojektowała w najdrobniejszych szczegółach i właśnie skończyła, gdy ktoś zapukał do drzwi. Przelotnie spojrzała na zegarek. Było po ósmej dziesięć.
Bez zaproszenia do pokoju wszedł Kacper, był ubrany w niebieską koszulkę oraz czarne jeansy. Tak jak przystało na pogodę angielską, było zimno i mokro. Choć ciągle był luty.
-Cześć, przyniosłem śniadanie.
-Hej, dzięki – odparła dziewczyna z uśmiechem. – Przepraszam za wczoraj.
-Nie masz za co, rozumiem.
-Nie, boniu, wiesz ile razy już się o to kłóciliśmy ?
-Nie wiem, nie zliczę – powiedział siadając obok niej na łóżku i całując ją.
-Wybaczysz mi ?
-Jeżeli ty wybaczysz mi.- odparł i znowu ją pocałował. Pewnie zrobił by to nieco dłużej, lecz stanowcze chrząknięcie przywróciło nas do świata rzeczywistego. W drzwiach stał pan doktor. Teraz dziewczyna widziała go bardzo dobrze. Był siwy, miał pełno zmarszczek i obwisłą skórę.
Ubrany był w ciemnoniebieską koszulę wciągniętą w czarne spodnie, a ściśnięty pasek na biodrach wrzynał się w duży brzuch.
-Witam witam, widzę że wzrok panience się poprawił – zaśmiał się patrząc na nich.
-Witam. Tak bardzo mi się poprawił – odpowiedziała Wiktoria rumieniąc się. Kacper zerwał się i wyszedł tak jak za pierwszym razem.
-No więc tak, pewnie rodzina wyjaśniła ci przyczyny twojej choroby ?
-Tak
-Jest ona bardzo rzadka. Dziś potrzebujesz spaceru, Kacper ma zaplanować dzień tak, abyś była na świeżym powietrzu, ale z dala od tych grzybów. Wystarczy zapach ich, a ludzie już widzą coś czego nie ma.
-Rozumiem. Gdzie i jak te grzyby wyglądają ?
-Jak to dokładnie nie wiem, mają kropki i są pod każdą postacią barwy. Gdzie, hmm zazwyczaj na obrzeżach lasów często po pożarach się pojawiają, w wilgotnym miejscu.
-Rozumiem, z dala od pożarów i wilgotnych miejsc.
-W rzeczy samej, tak więc miłego spaceru przed odjazdem, bo domyślam się, że niedługo wracasz do domu. Odwiedzę cię i dam ci leki, gdyby ta choroba powróciła tam, u ciebie.
-Rozumiem i dziękuję.
-No to do widzenia i smacznego.
-Dziękuję, do widzenia. – odpowiedziała Wiktoria i wzięła łyk z herbaty. Po chwili wpadł Kacper, cały w skowronkach.
-Ubieraj się idziemy na spacer ! – zawołał od progu.
-Jasne, tylko wyjdź najpierw. – mruknęła i wygoniła go z niezjedzonym śniadaniem za drzwi. Jego śmiech niósł się po ścianach domu. Wiktoria uśmiechnęła się na myśl, że są razem, sami. Szybko ubrała się w biały top, długie czarne spodnie, a na ramiona jeansową kurtkę. Zeszła powoli na dół, tam zastała Kacpra uśmiechniętego, pakującego rzeczy do plecaka. Wiktoria usiadła przy stole i dopiła herbatę.
-Zjedz coś, musisz mieć siły – odezwał się kolega nie odwracając się do niej.
-Jasne. – mruknęła
Zjadła dwie kanapki, ale nie mogła przełknąć kolejnej, choć tak apetycznie wyglądały. Dopiła herbatę i poszła umyć zęby.
W łazience, gdy spojrzała w lustro, zobaczyła, jak koszmarnie wygląda. Zapadnięte policzki, sińce pod oczami. Szybko nałożyła pudru i podmalowała oczy, wyglądała o wiele lepiej. Szczęśliwa wyszła w podskokach i podeszła do drzwi. Tam spotkała Kacpra. Wiktoria od razu rzuciła mu się na szyję i złożyła dugi i namiętny pocałunek, poczym wyszła na dwór. Chłopak zaszokowany patrzył na nią, szybko się opamiętał i wyszedł za nią.
Kacper i Wiktoria jechali starą furgonetką dziadka chłopaka. Jechali już dłuższy czas, w palącym słońcu. Dziewczyna cieszyła się każdą chwilą, a on razem z nią. W końcu dotarli na łąkę otoczoną drzewami. Kacper specjalnie rozejrzał się za grzybami halucynogennymi. Wiktoria roześmiała się i usiadła na masce pickup.
-Okej, teren czysty – powiedział podchodząc do niej. Ona zarzuciła mu ręce na szyję, on objął ją w talii. Przyciągnęła go do siebie i pocałowała. Namiętnie i z miłością. Kacper lekko popchnął ją na maskę tak, że Wiktoria leżała a on nad nią. Uśmiechnął się do niej i znowu ją pocałował.
-Hmm, słodkie masz usta – zaśmiała się dziewczyna odsuwając się i zeskakując na ziemie.
-Dzięki – mruknął niezadowolony i wszedł na pakę samochodu. Po tym odwrócił się i chciał pomóc Wiktorii, ale ta sama się wdrapała. Usiadła oparta o ścianę i sięgnęła do koszyka.
Kacper usadowił się obok niej, objął ją ramieniem i pocałował. Wiktoria szybko się odsunęła i jak na komendę zaburczało jej w brzuchu. Chłopak tylko się roześmiał.
Spędzili miło popołudnie, skąpani w słońcu. Dużo rozmawiali, całowali się, albo po prostu przytulali wpatrzeni w przestrzeń myśląc o przyszłości, nawet tej najbliższej. Chodź miało być zimno, było wręcz gorąco. Wiktoria po kilku minutach zrzuciła kurtkę i została w samym topie na ramiączkach.
Pora była dość późna, gdy postanowili wrócić. Gdy ostatnie promienie słońca zachodziły za drzewami, Kacper przyciągnął Wiktorię i pocałował. Chciał upamiętnić ten dzień, wszystkie dni spędzone z nią. Później wsiedli do samochodu i odjechali do domu wraz z zachodem słońca.

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz.36 :)

Dodano 28 lipca 2013, w historia, przez blogerka-pl

 „Najlepsze filmy to te, które są oparte na życiu żywego człowieka”

                Następnego dnia Wiktoria obudziła się w łóżku, w domu Laury. Nie pamiętała nic, jedynie ,że pojechała pomoc w posprzątaniu. Uniosła lekko prawą powiekę, później lewą, świat cały był zamazany. Jakiś czarny cień poruszył się.
-Jak się czujesz? – zapytał męski głęboki głos, pamiętała go.
-Uch…
-Spokojnie, wszystko dobrze- odezwał się tym razem inny głos, który należał do chłopaka mniej więcej w jej wieku.
-Nic… nic… nie widzę- odrzekła powoli, wzrok jej nie powracał wiec podniosła lekko głowę. To był błąd, w jednej chwili przeszył ją ogromny ból. Jęknęła i położyła głowę na poduszce.
-Ona nic nie widzi?! Jak to?! Albert gdzie ten lekarz!
-Uspokój się Kacper, nic jej nie będzie, przecież mówił doktor Patricjo.
-Co mnie obchodzi, co on mówił. Ona NIE WIDZI! – krzyknął.
-Ał, Kacper… to boli – powiedziała Wiktoria, usłyszała kroki, trzask drzwi.
-Przepraszam kochana – odezwał się Kacper – Po prostu się przestraszyłem.
-Kochanie? – odrzekła ze zdziwieniem, zamknęła oczy.
-Nie pamiętasz nic? – zapytał zdumiony.
-Wybacz, lecz nie, pamiętam twój głos, jesteś Kacper, mój kolega. Gdzie mój chłopak?
-Kolega?
-Mateusz.
-Wyjechał…
-Jak to? Dlaczego?
-Bo… zdradzałaś go, ze mnę
-Nie, to nie możliwe, pogodziliśmy się gdy mi powiedział ,że on i Karolina to przeszłość.
-Pogodziliście się? To jedna wielka masakra, pobił mnie już 3 razy, albo i więcej !
-Słucham? Czemu miał Ciebie bić?
-Bo…
-Witam pacjentkę wśród żywych – zaśmiał się stary głos wchodząc do pokoju.
-Dzień dobry, przepraszam bym się przedstawiła, ale nie wiem gdzie pan stoi.
-Och, i w tym problem, nie widzisz nic?
-Niestety
-No dobrze, proszę cię Kacper o opuszczenie pokoju. – wraz z tymi słowami dziewczyna ponownie usnęła.
Tym razem Wiktoria obudziła się, gdy cały pokój. Otworzyła ostrożnie oczy. W nogach jej łóżka siedział Kacper, Laura z Albertem siedzieli przytuleni na kanapie, obok nich moi rodzice a w fotelach rodzice Kacpra.
- Dobry wieczór – powiedział chłopak, patrząc na dziewczynę. Wszyscy jednocześnie podnieśli głowy.
-Hej – odezwała się Wika.
-Och, jakie szczęście – powiedzieli razem rodzice dziewczyny.
-Ile spałam?
-Cały dzień – powiedziała Aleksandra i przytuliła córkę.
-Nie martw się, zostaniemy aż wydobrzejesz, do końca ferii a może i dłużej – powiedział tata.
-Ok, wychodzimy, potrzebuje odpoczynku. Kacper, zostaniesz z nią? – powiedział Marcin
-Jasne – odrzekł syn.
Wszyscy wyszli. Wiktoria patrzyła na Kacpra, on na nią. W końcu pochylił się i delikatnie ją pocałował. Westchnęła.
-Co się właściwie stało ? – zapytała.
-Zgubiłaś się, w środku lasu, i coś bredziłaś – zaśmiał się chłopak całując jej czoło.
-Och, nie pamiętam.
-Nie dziwie się, miałaś cały organizm zatruty grzybkami halucynogennymi.
-Ja nic takiego nie jadłam!
-Wiem, doktor jeszcze szuka, mogłaś poczuć zapach albo coś…
-Nie wiem…
-Nie ma sprawy, odpoczywaj.
-Zostaniesz ze mną?
-Jasne, że tak. Kocham Cię.
-Kocham cię – powiedziała dziewczyna i znowu usnęła.
Ponownie obudziła się gdy promienie światła padały prosto na jej twarz. W pokoju było cicho, słychać było tylko ciche bzyczenie telewizora oraz chrapanie Kacpra. Wiktoria wstała powoli z łóżka, ubrała się w żółtą bluzkę oraz czarne spodenki i wyszła z pokoju. Po drodze do kuchni zaplotła warkocz.
W jadalni ojciec siedział na krześle czytając gazetę i pił kawę. Aleksandra wraz z Anią rozmawiały o czymś robiąc śniadanie. Marcin, wraz z Albertem i Laurą, wchodzili drugimi drzwiami. Nagle wszystko się zatrzymało, wszyscy popatrzyli na Wiktorię, bladą jak prześcieradło. Ania wraz z Laurą podeszły do niej i delikatnie posadziły ją na krześle.
Mama dziewczyny zrobiła jej ciepłą herbatę, a reszta patrzyła z troską.
-Sądzę ,że powinnaś zostać w łóżku, jesteś za słaba żeby chodzić – powiedział ojciec.
-Faktycznie kochanie, posiedzisz tu chwilkę, a potem tata zaniesie cię na górę. – powiedziała Ania.
-Dziękuję, ale chce się położyć – wychrypiała Wiktoria. Ojciec zerwał się w jednej chwili i delikatnie wziął ją na ręce. Akurat gdy wchodzili do pokoju, zobaczyli Kacpra który rozpaczliwie się rozglądał.
-Och, tu jesteś – powiedział i spuścił głowę. – przepraszam nie dopilnowałem jej.
-Chłopcze – odezwał się trochę głośno Michał, ale po chwili mina mu złagodniała – Masz prawo się wyspać, jesteś zmęczony pilnując jej. Rozumiem. My znowu jedziemy, dziadków również dziś nie będzie w domu. Zostajecie sami, Kacper daj jej plan budowy i tak dalej, wiesz że ona chce zostać architektem.
-Jasna sprawa – odezwał się już bardziej wesoło. Po czym ojciec wyszedł.
-Przepraszam… – odezwała się Wiktoria.
-Nie masz za co… byłaś głodna, kumam, przynieść ci coś ?
-Herbatę i kromkę chleba z masłem.
-Już się robi kochana.
-Słodkie, włączę jakiś film i pooglądamy. – powiedziała dziewczyna podchodząc delikatnie do laptopa. Przeszukała swój folder z plikiem filmy, ale nic ciekawego nie znalazła, nagle poczuła czyjś ciepły oddech na karku.
-Podejrzani zakochani – szepnął jej głos prosto w ucho. Lekki zarost ocierał się o płatek ucha przy każdym słowie.
-Jasne, przyniosłeś śniadanie ? – zapytała odwracając się. Spojrzała na niego, trzymał tacę z dwoma szklankami soku, miską popcornu jej kanapkami oraz herbatą. Uśmiechnęła się pobłażliwie i usiadła na łóżku. Chłopak postawił tacę u jej stóp, pokłonił się mówiąc :
-Do usług pani!
-Daj spokój i chodź tu – zaśmiała się i włączyła film.
Oglądali spokojnie film, aż w połowie rozległ się dzwonek do drzwi. Kacper nieszczęśliwy wstał i poszedł zobaczyć kto to. Po chwili wrócił z balonami i miśkiem.
Zdziwiona Wiktoria wzięła od niego prezenty i uśmiechnęła się, znalazła karteczkę i przeczytała na głos:

,,Kochanie, wybacz że mnie nie ma przy Tobie, nie mogę znieść myśli, że jesteś tam sama z Kacprem, zazdroszczę mu. Ale nie mogę wrócić, mam pewne sprawy do załatwienia, wybacz.. miś na przeprosiny. Buziak Mateusz ;*’’

-Chociaż się zainteresował – mruknął Kacper siadając daleko od Wiktorii.
-Co się stało? – zapytała Wiktoria.
-Nic – odpowiedział ponuro i znalazł coś interesującego w tapecie na ścianie.
-Kacper…
-Nie, ja wszystko rozumiem. Spokojnie.
-Jasne, jak byś rozumiał to byś chociaż spojrzał na mnie.
-R O Z U M I E M wszystko, kochasz Mateusza, on Ciebie, wszystko jasne – odparł wstając i tak po prostu wyszedł. Wiktoria westchnęła ciężko i opadła na poduszki.

Otagowane:  

Życie to nie bajka cz. 35 ☪

Dodano 24 lipca 2013, w historia, przez blogerka-pl

,,Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko wysoce nieprawdopodobne”
Następny tydzień.”

Wszyscy spali w nowym domu Laury i Alberta. Przyjaciele Wiktorii i Kacpra wyjechali w niedziele wieczorem.
Wiktoria obudziła się wczesnym rankiem, owinęła się w swój zielony szlafrok, wstała i poszła się napić soku. Mijała właśnie pokój, gdy drzwi się otworzyły. Stał w nich Kacper, ubrany od pasa w dół w czarne dresy. Potargane na wszystkie strony włosy wyglądały śmiesznie.
-Hej – powiedział zaspany kolega.
-Hej.Idziesz się napić ?
-Jasne.
Poszli razem. W kuchni nie zastali nikogo. Chłopak objął dziewczynę i zaczęli się całować, wpadając na stół, który stał naprzeciw drzwi.
-Dość – szepnęła dziewczyna odsuwając się od niego. Podeszła do szafki i wyjęła dwie szklanki. Nalała soku i usiadła na blacie popijając go. Kacper tylko się roześmiał i usiadł przy stole.
-Trochę głupio: są parą młodą a my im się tutaj wpraszamy- powiedziała Wiktoria.
-Sami zaproponowali. Fakt, nic nie można znaleźć w tych pudłach. Nie wiem które moje rzeczy, a które twoje – zaśmiał się Kacper.
-Moje, to te ładniejsze.
-Zabawne, ale tak serio- dziwne że tyle rzeczy udało nam się znaleźć.
-Yhm, nawet nie są uszkodzone, tylko lekko brudne.
-Taa… tylko ja nie mam teraz żadnej bluzki.
-Właśnie zauważyłam.
-Nom… a ty co tam masz ? – zapytał podchodząc i rozwiązując jej szlafrok .
-Łapy przy sobie – trzepnęła go po dłoniach i zawiązała mocno sznurek.
-Hmm czemu ? Ty mnie widzisz, bez bluzki…
-Dzień doby- odezwał się niski głos. Oboje odwrócili się przestraszeni, ale to była tylko Laura, ubrana w flanelową koszulę i szare jeansy.
-Hej – powiedziała Wiktoria.
-Idźcie się ubrać. Niedługo wychodzimy.
-Spoko – powiedział Kacper dopijając sok i uciekł z kuchni. Wiktoria zrobiła to samo.
Godzinę później siedzieli w samochodzie i jechali aby uprzątnąć resztę rzeczy, które zostały po domach. Wiktoria ubrana w czarne, sprane jeansy i szarą bluzę siedziała obok Kacpra, ubranego w czarne, krótkie spodenki oraz zieloną, spraną bluzę. Samochód prowadził Albert. Obok siedziała jego żona Laura. Za nimi jechał drugi samochód, w którym siedzieli rodzice Wiktorii oraz Kacper.
-Co będziemy robić ? –zapytała Wiktoria nudząc się. Od domu nowożeńców była długa, kręta droga. Piechotą można było pójść na skróty przez rzeczkę, ale pojazdy nie mogły się tam zmieścić.
-Dziś poszukamy rzeczy. Może jeszcze coś ocalało. Ma przyjechać śmieciara około południa, wiec musimy się sprężyć i posprzątać wszystko. Oczywiście jeśli chcemy, aby jutro rozpoczęto budowę nowego domu – wyjaśnił Albert, nie odrywając wzroku od ulicy. Laura widząc zdziwione miny przyjaciół wyjaśniła.
-Mama i Gwenny stwierdziły, że będzie bezpieczniej mieszkać razem, skoro już mają swoje lata i znają się od dawana. Po za tym- nie są rodziną, ale tak się czują. Tata oraz Gideon potwierdzili i mają rozrysować plan, podczas gdy mama i twoja babcia Wiktorio, posegregują rzeczy.
-Aha, to mogłam w sumie zostać z nimi – mruknęła dziewczyna.
-Bardziej potrzebna jesteś nam tutaj – powiedział Kacper nie patrząc na nią. Po tym co się wydarzyło przez dwa dni, rany jeszcze się nie zagoiły. Nadal miał spuchniętą wargę i obwiniał o to wszystko Wiktorię.
Gdy dojechali na miejsce, zaszło słońce. Wszystko wyglądało smutno i ponuro. Dym unosił się jeszcze lekko w niektórych miejscach.
Wiktoria i Kacper na wschód, Laura i Albert na zachód Marcin i Anna na południe a Aleksandra i Michał na północ. Przeszukiwali tak dwie godziny, a i tak znaleźli tylko kilka rzeczy. Gdy ładowali wszystko do bagażnika Wiktoria odłączyła się od nich i podeszła do pobliskiego drzewa. Zobaczyła tam obrączkę ze złota. Zastanawiała się, czyja może być. Nagle poczuła ,że na pierścionku jest coś wygrawerowane. Szybko przetarła palcem kurz i ziemię. Były tam tylko trzy literki oraz serduszko.

K i W < 3

-Kacper ?!- zawołała, ale nikt nie odpowiedział. Uniosła głowę i zobaczyła, że jest sama. Samochodów nigdzie nie było widać. Zaczęła krzyczeć na cały głos. Ale nikt nie odpowiedział.
Rozejrzała się. Była w lesie, choć nie pamięta jak tam przyszła.
-Kacper! Mamo! Tato! Lauro! – zaczęła krzyczeć na zmianę, ale odpowiedziała jej tylko głucha cisza. Szybko włożyła obrączkę do kieszeni i zaczęła szukać rodziny.
Szła pół godziny. Zrobiło się jeszcze ciemniej, niż przedtem. Bała się i to bardzo.
-Kacper! Kacper! – wołała cały czas. Spojrzała na zegarek. Przestraszyła się. Była 21.30
Nagle usłyszała kroki i trzask łamanej gałęzi. Odwróciła się w tam tą stronę i zobaczyła Kacpra.
-Kacper ! – krzyknęła i rzuciła się mu na szyję.
-Wiktorio, gdzieś ty była ? Szukaliśmy się, od dwóch godzin.
-Poszłam na skraj działki, tam gdzie zaczyna się sad…
-Jaki sad ? Jesteśmy w środku lasu !
-Słucham ? Nie, nie… poszłam na skraj tam gdzie był sad, zobaczyłam obrączkę i podniosłam ją i się zgubiłam. Poszłam przez kawałek tego lasu… – opowiedziała przytulając się do niego.
-Ciii… spokojnie. Jaką obrączkę ? – zapytał chłopak głaszcząc jej plecy.
-Tą – odsunęła się i wyjęła pierścionek z kieszonki. Gdy pokazała ją Kacprowi, on tylko zbladł. – Kacper ?
-A to… to nic. Spokojnie. Chodź, musimy wracać – powiedział, odwracając się i ciągnąć ją w inną stronę niż przyszła.
-Kacper… co to jest ?
-Nic, chodź szybko.
-Nie ! – krzyknęła i szarpnęła się, uwalniając swoją dłoń z jego żelaznego uścisku. – Mów co to jest ?
-Obrączka…. Którą wyrzuciłem.
-Czemu ?
-Bo widziałem jak patrzysz na Mateusza. Kochasz go, a mnie nie. Na mnie tak nie patrzysz… z czułością, tak jak to robi moja mama bądź tata.
-Słucham ? Kocham cię !
-Jasne…
-Jak to wyrzuciłeś ? Kiedy…?
-Jak oni przyjechali, poszedłem nad rzekę. Poszedłem wzdłuż niej i wyrzuciłem na w sam środek jeziora. Nie wiem jak ją znalazłaś, chodź się chyba domyślam.
-Była w sadzie…
-Nie. Była na brzegu jeziora. Musiałaś mieć jakieś halucynację, bo tu nie ma sadu. Wszystko się spaliło.
-Ohh… – powiedziała Wiktoria i zemdlała.

Otagowane: